— Nie zapraszałam ich i nie chcę ich widzieć! Jeśli przyjadą, Nowy Rok

Dwa dni później stali na werandzie swojej działki, owinięci kocami, i patrzyli w rozgwieżdżone niebo. Do północy zostało pięć minut. W domu trzaskał kominek, na stole stały kieliszki z szampanem, w piekarniku dopiekał się kurczak. Pachniało choinką, którą ubrali wczoraj, mandarynkami i świecami.

— Szczęśliwa? — zapytał Anton, obejmując żonę za ramiona.

— Bardziej, niż da się to wyrazić słowami — przytuliła się do niego. — Wiesz, ciągle myślę… Gdybyś wtedy nie zadzwonił do Swiety, gdyby oni przyjechali…

— Nie przyjechali. I nie przyjadą. To jest nasze miejsce. Nasze.

Gdzieś w oddali zaczęły bić kuranty. Lena odwróciła się do niego i w świetle płynącym z okien zobaczył jej szczęśliwą twarz.

— Szczęśliwego Nowego Roku, kochanie.

— Szczęśliwego Nowego Roku, moje słońce.

Stuknęli się kieliszkami i wypili szampana na mroźnym powietrzu, pod gwiazdami. A potem weszli do domu, gdzie było ciepło i przytulnie, gdzie trzask kominka zastępował im cały świat, gdzie nie było nikogo poza nimi dwojgiem.

I to był najlepszy Nowy Rok w ich życiu.