— Dzwoniła twoja matka — powiedziała cicho, zbyt cicho. — Pogratulowała wyjazdu. Powiedziała, że bardzo się za nas cieszy. I że Swietka z Igorem oraz dziećmi też jadą do nas na daczę. Jutro wieczorem.
Anton znieruchomiał. Torba wysunęła mu się z rąk i z głuchym łoskotem spadła na podłogę.
— Lena, ja…
— Ty to mówisz serio? — głos żony zadrżał, ale szybko się opanowała. — Anton, przecież się umawialiśmy! Obiecałeś, że nikomu nie powiesz!