— Nie w ten sposób? — odwróciła się do niego, a on zobaczył łzy w jej oczach. — To dlaczego twoja siostra już spakowała walizki i zamierza przyjechać z całą rodziną? Z dziećmi, dodam!
Anton usiadł na skraju łóżka, czując, jak wszystko się rozpada. Pół roku. Pół roku harowali na tej działce jak przeklęci.
Kiedy wiosną zmarła ciotka Nina, mama Leny zadzwoniła do niej późnym wieczorem i przekazała wiadomość: ciotka zapisała Lenie w spadku swoją daczę pod Moskwą. Niewielką działkę, stary domek, banię, szklarnię. Lena wtedy się rozpłakała — kochała ciotkę Ninę, choć widywały się rzadko.
— Moglibyśmy… — zaczęła wtedy, ocierając łzy. — Może warto spróbować? Doprowadzić wszystko do porządku? Przecież nigdy nie mieliśmy swojego miejsca, do którego można po prostu uciec od wszystkiego.
Anton zgodził się od razu. Miejskie mieszkanie, nieustanny hałas, sąsiedzi z góry, którzy już trzeci rok robili remont — wszystko to było wyczerpujące. A tu własny dom, cisza, las w pobliżu.
— Tylko nikomu nie mówmy — poprosiła Lena. — Na razie. Dopóki nie doprowadzimy wszystkiego do ładu. Bo wiesz, jak to bywa — od razu znajdą się doradcy, wszyscy będą wiedzieli lepiej. A twoja rodzina…
Nie dokończyła, ale Anton zrozumiał. Jego rodzina. Matka, która uważała za swój obowiązek kontrolować każdy ich krok. Siostra Swieta, która potrafiła zamienić każde wydarzenie w okazję do własnych korzyści. Igor, jej mąż — wiecznie beztroski wesołek, przekonany, że świat coś mu się należy tylko dlatego, że istnieje.
— Dobrze — zgodził się wtedy Anton. — Nikomu nie powiemy.