— Nie zapraszałam ich i nie chcę ich widzieć! Jeśli przyjadą, Nowy Rok

I rzeczywiście milczeli. W każdy weekend, począwszy od maja, jeździli na działkę. Najpierw porządkowali zarośla — ciotka Nina w ostatnich latach nie była w stanie zajmować się posesją i wszystko zarosło, poplątało się, podupadło. Potem zaczęli remont domu.

Anton malował ściany, wymieniał instalację elektryczną, naprawiał dach. Lena szorowała podłogi, tapetowała ściany, wyszukiwała meble na pchlich targach i w internecie. Inwestowali każdą wolną złotówkę, każdą wolną minutę.

Latem przyjeżdżali na całe weekendy — nie odpoczywali, nie pojechali na wakacje nad morze, jak wszyscy ich znajomi. Pracowali.

— Popatrz, jak to wychodzi! — Lena promieniała szczęściem, gdy w sierpniu skończyli werandę. — Anton, wyobrażasz sobie? Będziemy mogli spędzić tu Sylwestra! Postawimy choinkę, rozpalimy kominek…

— Nie mamy kominka — uśmiechnął się Anton.

— To zbudujemy! — roześmiała się i objęła go. — Uda nam się wszystko.