— Nie zapraszałam ich i nie chcę ich widzieć! Jeśli przyjadą, Nowy Rok

Zbudowali kominek. Anton znalazł fachowca, który pomógł zamontować prawdziwe palenisko na drewno w salonie. Kosztowało to niemało, ale kiedy w październiku po raz pierwszy rozpalili ogień, Lena siedziała na podłodze przed tańczącymi płomieniami i płakała ze szczęścia.

— To nasze miejsce — szeptała. — Nasze. Rozumiesz? Pierwsze, które naprawdę jest nasze.

Do grudnia dom był gotowy. Przytulny, ciepły, z nowymi oknami, wyremontowaną banią i drewutnią pełną brzozowych szczap. Lena kupiła piękne lniane zasłony, miękkie koce, wszędzie ustawiła świece w ozdobnych świecznikach. W kuchni pojawił się ogromny drewniany stół, który znaleźli na pchlim targu i odnowili razem.

— Ani razu tak naprawdę tu nie odpoczęliśmy — zauważył Anton podczas jednej z wizyt. — Tylko pracowaliśmy.

— Za to w Sylwestra — Lena przytuliła się do niego. — W Sylwestra przyjedziemy tu i będziemy tylko ty i ja. Śnieg, cisza, kominek. Szampan o północy na werandzie. Jak w filmie.