— Nie zapraszałam ich i nie chcę ich widzieć! Jeśli przyjadą, Nowy Rok

Mówiła o tym marzeniu na głos tak często, że Anton znał każde jej słowo. Jak będą witać świt pierwszego stycznia, zawinięci w koce. Jak będą przygotowywać śniadanie w nowej kuchni. Jak pójdą na spacer do lasu, gdzie śnieg pewnie będzie po kolana. Jak będą leżeć przy kominku z książkami i winem.

— Tak bardzo potrzebujemy tego odpoczynku — mówiła. — Harujemy jak woły przez cały rok. Ty na dwóch etatach, ja z tymi projektami. Kiedy ostatnio byliśmy tylko we dwoje? Naprawdę we dwoje, a nie w biegu, między obowiązkami?

I teraz to. Dwa dni przed wyjazdem.

— Nie zapraszałam ich i nie chcę ich widzieć! — krzyknęła Lena, a jej głos się załamał. — Jeśli przyjadą, Nowy Rok będziesz świętował już beze mnie!

— Lena, no nie przesadzaj…

— Jak „nie przesadzaj”? — otarła łzy grzbietem dłoni. — Anton, marzyłam o tym pół roku! Harowaliśmy jak niewolnicy, żeby zdążyć ze wszystkim na święta. Chciałam spędzić te dni z tobą. Z tobą! A nie z twoją rodzinką, która wpadnie tam, zeżre wszystkie zapasy, narobi bałaganu i wyjedzie, zostawiając nam sprzątanie!