— Nie zapraszałam ich i nie chcę ich widzieć! Jeśli przyjadą, Nowy Rok

— Swieta nie jest taka…

— Swieta jest dokładnie taka! — Lena uderzyła dłonią w stół. — Zapomniałeś, jak w zeszłym roku przyjechała do nas „na parę dni” i została na dwa tygodnie? Jak Igor pił twoją whisky i jednocześnie opowiadał, że za dużo pracujesz i zupełnie zapomniałeś o rodzinie? Jak ich dzieci stłukły twój kubek, który podarowałam ci na rocznicę, a Swieta nawet nie przeprosiła, mówiąc, że „dzieci to dzieci”?

Anton milczał, bo wszystko to było prawdą. Swieta była od niego o dwa lata starsza i przez całe życie zachowywała się tak, jakby wszyscy byli jej coś winni. W dzieciństwie rządziła nim, zabierała najlepsze zabawki, dostawała więcej uwagi rodziców. Dorosła — i nic się nie zmieniło. Teraz tylko wykorzystywała go jako darmowego pomocnika, źródło pożyczek (które nigdy nie były oddawane) i miejsce do wypoczynku, kiedy było jej wygodnie.

— To moja siostra — powiedział słabo.

— I co z tego? To daje jej prawo do wszystkiego? — Lena patrzyła na niego z takim bólem, że zrobiło mu się fizycznie niedobrze. — Anton, nie proszę o niemożliwe. Chcę spędzić z tobą trzy dni. Trzy dni sam na sam, w naszym domu, który zbudowaliśmy własnymi rękami. To naprawdę za dużo?

— Nie, oczywiście, że nie…

— W takim razie zadzwoń do niej. Teraz. I powiedz, że nie są zaproszeni, żeby nie przyjeżdżali.