— Lena, przecież wiesz, jaka będzie awantura…
— Niech będzie — skrzyżowała ręce na piersi. — Wiesz co, Anton? Jestem zmęczona. Zmęczona tym, że zawsze jestem ostatnia na liście twoich priorytetów. Najpierw praca, potem mama, potem Swieta ze swoimi problemami, a gdzieś na samym końcu, jeśli się uda — ja. Twoja żona.
— To nieprawda!
— To jest dokładnie prawda! — podeszła do okna, patrząc na zimowy wieczór za szybą. — Pamiętasz, jak po ślubie obiecywałeś, że będę dla ciebie na pierwszym miejscu? Że będziemy drużyną — ty i ja przeciwko wszystkim problemom? A jak jest w rzeczywistości? U twojej mamy zawsze coś „pilnie trzeba”, u Swiety ciągle jakiś kryzys, a ty biegniesz do nich, zostawiając wszystko. A ja czekam. Zawsze czekam.
Anton podszedł do niej, chciał ją objąć, ale odsunęła się.
— Nie trzeba — powiedziała cicho. — Po prostu odpowiedz szczerze: jak chcesz spędzić tego Sylwestra? Ze mną czy z nimi?
Stał w milczeniu, rozumiejąc, że nie wie, co zrobić. Przed oczami migały mu obrazy: mama, która dzwoniła codziennie i obrażała się, gdy nie mógł przyjechać; Swieta, która urządzi awanturę, jeśli jej odmówi; Igor z jego szyderczymi komentarzami o „pantoflarzach”. A potem inne obrazy: Lena malująca ściany w domu,
Lena uśmiechnięta przy kominku, Lena marząca o tym magicznym Nowym Roku, na który zasłużyli.
— Z tobą — wydusił w końcu. — Oczywiście, że z tobą.