Siedziałam nadal, przemoczona, z zimnem przenikającym ciało razem z upokorzeniem. Nikt nie interweniował. Álvaro wpatrywał się w swój talerz. W tej chwili zrozumiałam, że od żadnego z nich nie mogę oczekiwać niczego. Spokojnie sięgnęłam do torebki, wyjęłam telefon i napisałam jedną wiadomość, palce pewne i opanowane:
„Aktywuj Protokół 7.”
Wysłałam ją bez słowa. Doña Carmen wciąż się śmiała, ale ja już nie czułam zimna.
Dziesięć minut później telefony przy stole zaczęły wibrować jeden po drugim. Rozmowy przerwały się. Uśmiechy stężały. Atmosfera zmieniła się nagle. Ktoś wykrzyknął moje imię w nagłym przerażeniu, w tym momencie prawda spadła na nich jak drugi kubeł wody, tym razem nieunikniony.
Javier był pierwszy, który zbledł. Mój szwagier, zawsze chętny pokazywać swoje rzekome wpływy finansowe, wpatrywał się w ekran, jakby czytał nakaz sądowy. Potem spojrzenie skierował Álvaro. Ręce mu się trzęsły, gdy ponownie czytał wiadomość korporacyjną, która właśnie dotarła do jego skrzynki: oficjalne pismo Zarządu Grupy Salvatierra informujące o natychmiastowym audycie, zamrożeniu kontraktów i pilnej restrukturyzacji. Na dole widniały inicjały: LH.
— Co to znaczy? — zapytała Doña Carmen, po raz pierwszy bez sarkazmu w głosie.