Nigdy nie powiedziałam byłemu mężowi ani jego bogatej rodzinie, że jestem sekretną właścicielką wielomilionowej firmy, dla której pracowałam. Postrzegali mnie jako biedną, ciężarną kobietę, „przypadek charytatywny”. Przy kolacji moja była teściowa próbowała mnie upokorzyć. Nic nie powiedziałam; po prostu wysłałam jej wiadomość. Kilka minut później prawda wyszła na jaw.

Wstałam powoli, pozwalając wodzie kapać na podłogę. Zdjęłam przemoczony płaszcz i położyłam go na krześle. Mój głos był stanowczy:
— To znaczy, że Protokół 7 został aktywowany.

Wyjaśniłam spokojnie. Protokół 7 był wewnętrzną klauzulą przewidzianą na sytuacje związane z ryzykiem reputacyjnym i nadużyciem władzy. W tym momencie wszystkie konta powiązane z kluczowymi menedżerami zostały zamrożone, premie wstrzymane, a kontrakty poddane przeglądowi. Álvaro był jednym z tych menedżerów. Jego awans, pensja, status… wszystko zależało od firmy, która prawnie należała do mnie.

— To niemożliwe — jąkał się — Nie możesz…

— Jestem jedyną większościową akcjonariuszką — przerwałam mu — Od dawna, jeszcze zanim cię poznałam.