Nigdy nie powiedziałam teściom, że jestem córką Prezesa Sądu Najwyższego. Kiedy byłam w siódmym miesiącu ciąży, zmusili mnie do samodzielnego ugotowania całej kolacji wigilijnej.

Sylvia weszła za mną do kuchni, jej twarz wykrzywiona gniewem.
„Znowu udajesz, by uniknąć pracy?”

Pchnęła mnie obiema rękami.
Upadłam do tyłu, dolna część pleców uderzyła o granitową wyspę. Ostry ból przeszył mnie w brzuchu. Jasnoczerwony krew zaczęła rozprzestrzeniać się po białych płytkach.

„Moje dziecko…” wyszeptałam w przerażeniu.

David wbiegł do kuchni, zobaczył krew i zmarszczył brwi.

„Boże, Anno, zawsze robisz bałagan. Wstań i posprzątaj to; nie pozwól, by goście zobaczyli.”

„Tracę dziecko… Zadzwoń na 112!” błagałam.
„Nie!”

David chwycił mój telefon i rzucił nim o ścianę.

„Nie wezwania karetki. Sąsiedzi będą plotkować. Właśnie stałem się partnerem; nie potrzebuję policji w moim domu.”

Przysiadł, chwycił mnie za włosy i odrzucił moją głowę do tyłu.