Sylvia weszła za mną do kuchni, jej twarz wykrzywiona gniewem.
„Znowu udajesz, by uniknąć pracy?”
Pchnęła mnie obiema rękami.
Upadłam do tyłu, dolna część pleców uderzyła o granitową wyspę. Ostry ból przeszył mnie w brzuchu. Jasnoczerwony krew zaczęła rozprzestrzeniać się po białych płytkach.
„Moje dziecko…” wyszeptałam w przerażeniu.
David wbiegł do kuchni, zobaczył krew i zmarszczył brwi.
„Boże, Anno, zawsze robisz bałagan. Wstań i posprzątaj to; nie pozwól, by goście zobaczyli.”
„Tracę dziecko… Zadzwoń na 112!” błagałam.
„Nie!”
David chwycił mój telefon i rzucił nim o ścianę.
„Nie wezwania karetki. Sąsiedzi będą plotkować. Właśnie stałem się partnerem; nie potrzebuję policji w moim domu.”
Przysiadł, chwycił mnie za włosy i odrzucił moją głowę do tyłu.