— Ale dziś wieczorem, kontynuowała, dotknąłeś mojego dziecka. A to jest niewybaczalne.
Maria zaczęła płakać.
— Elena… Nie wiedziałam…
— Wiedziałaś wystarczająco dużo, powiedziała chłodno. Umiałaś gardzić.
Elena wzięła płaszcz Any, starannie go owinęła i ruszyła do drzwi.
— Ten dom już nic dla mnie nie znaczy. Ale jutro rano bank będzie dla ciebie bardzo ważny. Pożyczka, dom, samochody — wszystko jest na nazwisko mojej firmy.
Zatrzymała się w drzwiach.
— Wesołych Świąt. Obyś dostał dokładnie to, co zaoferowałeś.
Drzwi cicho się za nią zamknęły. W domu panowała tylko cisza — i ruina rodziny, która właśnie dowiedziała się, jak drogo płaci się za pogardę.