Kiedy usłyszała otwierające się drzwi sypialni, odłożyła telefon i uśmiechnęła się.
„Spakowałaś coś do jedzenia na wyjazd?” zapytał nieobecnym głosem, podnosząc walizkę.
„Tak” – odpowiedziała spokojnie Olga. „Zapakowałam ci też owoce”.
„Dobrze. Wychodzę. Nie czekaj na mnie”.
Jego słowa odbiły się echem w ciężkim powietrzu. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem i powróciła cisza.
Olga pochyliła się, podniosła szminkę i włożyła ją do kuchennej szuflady obok podpisanych dokumentów. W tym momencie zdała sobie sprawę, że nie jest już więźniem.
Rano Maria zastała ją stojącą przy oknie z filiżanką kawy w dłoni.
— Mamo, czyżby tatuś już wrócił?
— Nie, kochanie — Olga uśmiechnęła się łagodnie. — Ale wiesz coś? To już nie ma znaczenia.
Po odwiezieniu córki do szkoły wróciła do domu i włączyła komputer. Zaczęła szukać biletów. Nie na samolot, ale na warsztaty malarskie, o których marzyła od dawna. Kliknięcia brzmiały jak kroki w nowym życiu.
W porze lunchu zawibrował jej telefon. To był on. Nie odebrał. Wiadomość brzmiała: „Musimy porozmawiać. Pilne”.