Chloe podeszła bliżej mnie.
„Evelyn, jesteś absolutnie pewna, że nie masz innego konta? Konta zagranicznego? Funduszu inwestycyjnego? Akcji? Zapasowej karty kredytowej? Starego wspólnego konta?”
Spojrzałem jej prosto w oczy, spokojnie i spokojnie, i powiedziałem: „Nie. Nic nie mam. To, co widzisz, to wszystko, co istnieje”.
Chloe zatoczyła się do tyłu, krzywiąc twarz, jakby ktoś kopnął klif, który uważała za twardy grunt. Mason opadł na krzesło, trzymając się za głowę.
„Boże, tyle pracy? Wszystko na marne”.
„Jaka praca?” zapytałam cicho, ale na tyle głośno, że żyły na jego szyi zaczęły rosnąć.
Nie odpowiedział, ale znałem odpowiedź od dawna. W tym momencie zrozumiałem, że ich załamanie psychiczne dopiero się zaczyna. A najbardziej przerażająca dla nich nie była myśl, że nie mam pieniędzy. Najbardziej przerażała ich świadomość, że każda taktyka, jaką przygotowali, by przejąć opiekę i odebrać mi to, co ich zdaniem posiadam, była teraz bezsensowna, wręcz absurdalna.
Siedziałam nieruchomo, obejmując dłońmi filiżankę, pozwalając, by ciepło otulało moje dłonie. Myśleli, że mnie przejrzeli, ale nie wiedzieli. Wciąż trzymałam w ręku najsilniejszą kartę: trzydzieści osiem milionów dolarów, w które nigdy nie uwierzyliby, że jestem na tyle mądra, by się ukryć.
Wiedziałam, że to się nie skończy, kiedy Mason i Chloe wyszli z mojego domu z twarzami bladymi jak ściana. Ludzie, którzy stawiają całą swoją przyszłość na szali wyimaginowanego bogactwa, niełatwo godzą się na porażkę. I tak jak się spodziewałam, niecałe dwadzieścia cztery godziny później Mason zadzwonił ponownie. Jego głos nie był już tak gniewny jak poprzedniego dnia. Zmienił się w napięty, błagalny ton.
„Mamo, tak sobie myślałam. Może pośpieszyłam się, kiedy kazałam ci podpisać to pełnomocnictwo. Może lepiej będzie, jeśli wszystko zostanie po staremu. Możesz zadzwonić do banku i je anulować?”
Przechyliłam głowę, uśmiechając się, mimo że mnie nie widział. Musieli rozmawiać całą noc, w końcu zdając sobie sprawę, że jeśli naprawdę jestem biedna, pełnomocnictwo jest bezużyteczne. Gorzej niż bezużyteczne. Wyglądali przez nie na zdesperowanych.
„Mason” – powiedziałam, celowo wahając się – „Ja… ja nie wiem. Już to podpisałam. Może mogę to zostawić. Mówiłeś, że to ma mi pomóc, pamiętasz?”
“Nie, nie.”
Głos Masona zadrżał, stracił panowanie nad sobą.
„Chodzi mi o to, że już tego nie potrzebujesz. Myślę, że jesteś wystarczająco zdrowy. Po prostu to anuluj. Dobrze?”
Pozwoliłem, aby minęło kilka sekund, wystarczająco długo, aby panika po jego stronie się pogłębiła.
„Nie, Mason. Zostawię tak jak jest. Mniej kłopotów.”
Z ust mężczyzny wydobył się długi, pełen rezygnacji wydech, a rozmowa zakończyła się bez pożegnania.
Po tym dniu Mason i Chloe zaczęli pojawiać się u mnie częściej, trzy razy w tygodniu, a potem prawie co drugi dzień. Koniec z fałszywymi uśmiechami. Koniec z wymuszonym ciepłem. Tylko napięcie, przerażone spojrzenia i coraz bardziej natarczywe pytania.
„Czy jesteś pewien, że nie masz innego konta?”
„Pomyśl jeszcze raz.”
„Jaki bank?”
„Jaki stary program?”
„Który fundusz emerytalny?”
„Czy schowałeś gdzieś gotówkę w domu?”
Nadal odgrywałam swoją rolę, czasami pozwalając, by drżały mi ręce, czasami powtarzając pytanie dwa razy, czasami patrząc prosto na Masona i nazywając go imieniem mojego byłego męża. Chloe zawsze reagowała najszybciej. Za każdym razem, gdy mówiłam coś, co brzmiało nie tak, ona posyłała mi nikły, zwycięski uśmiech, taki, jaki ktoś robi, gdy uważa, że dowody przemawiają na jego korzyść. Ale nie śmiała już oskarżyć mnie o utratę pamięci. Wypowiedzenie tego na głos oznaczałoby przyznanie się do budowania tej narracji od miesięcy. Musiała stłumić niecierpliwość i udawać zaniepokojenie.
„Evelyn, jesteś pewna, że wszystko w porządku? Powiedz mi jeszcze raz, jaki dziś dzień?”
Przechyliłem głowę.
“Czwartek.”