„Wtorek” – poprawiła ją Chloe, a w jej głosie słychać było satysfakcję.
Nie wiedziała, że kamera uchwyciła cały jej wyraz twarzy. Wszystkie pliki zostały skopiowane do Roberta na wypadek, gdyby kiedykolwiek manipulowali moimi urządzeniami.
Pewnego popołudnia zadzwonił Robert.
„Oni pożyczają pieniądze na wysoki procent, Evelyn.”
Zamarłem.
„Pożyczanie na co?”
„Uważają, że są bliscy przejęcia kontroli nad twoimi aktywami. Kiedy ludzie myślą, że zbliża się duża suma pieniędzy, podejmują ryzyko. Według mojego źródła, pożyczyli prawie czterdzieści tysięcy dolarów, aby spłacić stare długi i wpłacić depozyt na projekt, w który zaangażowany jest Mason”.
Zamknąłem oczy. Nie ucieszyło mnie to, ale uświadomiło mi, jak bardzo są zdesperowani i jak desperacja może ich popchnąć do lekkomyślności.
„Jak daleko twoim zdaniem się posuną?” – zapytałem.
„Dopóki nie poniosą konsekwencji albo nie dostaną tego, czego chcą” – odpowiedział Robert bez ogródek. „Teraz potrzebujemy tylko, żeby powiedzieli to, czego nie powinni”.
I tak by zrobili.
Wiedziałem.
Ludzie przyparci do muru przez własną chciwość zawsze dają o sobie znać.
W kolejnych dniach Mason i Chloe zaczęli się kłócić tuż przed moim domem. Ich głosy niosły się po podwórku na tyle głośno, że sąsiedzi zatrzymywali się w pół kroku. Chloe nie mogła się już powstrzymać.
„Przysięgałeś, że miała pieniądze. To ty powiedziałeś, że ciotka Margaret jest bogata. Kazałeś mi ubiegać się o opiekę.”
„No cóż, udało ci się. A ta staruszka ewidentnie coś ukrywa”.
„Co ukrywasz? Skoro na koncie jest tylko sześćset dolarów?”
Z podwórka sąsiada dobiegło szczekanie psa, który rozległ się po wybuchu wrzasków. Para przechodząca obok zwolniła, kręcąc głowami. Lekko uchyliłem zasłonę. Mason trzymał się za włosy, a Chloe go odpychała, a jej oczy były czerwone ze złości. Kłótnia rozbrzmiewała echem po moim podjeździe, a każde słowo rozrywało fasadę uprzejmości, którą nosili od miesięcy.
Mój aparat zewnętrzny uchwycił każdą sekundę.
Tej nocy zapukali do moich drzwi ponownie, około dziewiątej. Otworzyłem drzwi, tym razem naprawdę wyczerpany. Nie było sensu udawać.
„Evelyn” – powiedziała Chloe drżącym głosem, jakby płakała – „musisz nam powiedzieć prawdę. Gdzie trzymasz te pieniądze?”
Delikatnie pokręciłem głową.
Powiedziałem ci wszystko.
Mason parł naprzód.
„Mamo, proszę. Zaraz wszystko stracimy. Rozumiesz? Stracimy dom, samochód, kontrakty”.
„Co się dzieje?” zapytałem lekkim tonem, jakbym był naprawdę zdezorientowany.
„Wiesz” – krzyknął Mason. „Robisz to celowo”.
To zdanie wbiło się we mnie jak stare, zardzewiałe ostrze. Ale ból już mnie nie rozdzierał. Osiadł jak kamień: ostry, ale nie mógł mnie już złamać.
Odpowiedziałem powoli.
„Mason, nie mam pieniędzy. Ani centa.”
Chloe zaśmiała się krótko i gorzko, przez łzy.
„Myślisz, że ktoś w to wierzy? Myślisz, że nas oszukasz? Myślisz, że jesteśmy głupi?”
Spojrzałem na nich bez strachu, bez błagania, tylko z tą samą stanowczością, której nigdy dotąd nie potrzebowałem. Kiedy wyszli, zamknąłem drzwi. W domu panowała taka cisza, że słyszałem pierwsze krople deszczu uderzające o dach.
Około północy obudził mnie cichy dźwięk z zewnątrz. Stuknąłem w monitor podłączony do kamer i zobaczyłem ich: Masona i Chloe, stojących przy moich tylnych drzwiach. Deszcz zmoczył im włosy i ubrania, ale nie przestawali szeptać.
Chloe powiedziała: „Ona wie. Ukrywa to. Musimy to wymusić. Nie ma już wyjścia”.