— Dobrze, maluszku, ale tylko jeden krok, dobrze? — powiedziała delikatnie, schylając się do jego poziomu.
Pianista, który obserwował wszystko bez mrugnięcia okiem, zmienił melodię na lekki walc. I wtedy wszystko się zmieniło.
Luca zrobił mały krok, potem kolejny, opierając się o Dianę. Jego uśmiech rozświetlił całe pomieszczenie. Przez chwilę ciężkie metalowe maszyny przestały mieć znaczenie. Przez chwilę nie było litości, wstydu ani współczucia. Tylko tańczące dziecko.
Radu poczuł, jak jego oczy napełniają się łzami. Nie mógł oddychać. Przez dwa lata żył z poczuciem winy, strachem, myślą, że jego syn nigdy już nie zazna szczęścia. Ukrywał go przed światem, trzymał poza zasięgiem wzroku, przekonany, że go chroni. Ale teraz zrozumiał. Trzymał go w niewoli.