Mariana wstawała przed świtem, aby sprzątać, szyć zasłony, strzepywać zapomniane kąty i przywracać blask antycznym srebrom.
Dona Rosa, starsza kucharka, początkowo spojrzała na nią z litością. Potem z szacunkiem.
Opowiadał, że dom umarł w dniu, w którym Helena odeszła; że pułkownik kochał ją milczącą namiętnością i że kiedy zmarła przy porodzie, obwiniał się za to, że nie wezwał lepszego lekarza. Od tamtej pory zamknął pokój żony. Zakazał muzyki. Zakazał kwiatów.
Mariana rozumiała, dlaczego unikał patrzenia na nią.