Owdowiały ojciec, który sprzedał wszystko, aby wykształcić córki

W naszej rumuńskiej kulturze istnieje trudne słowo: „ofiara”. Tak właśnie żył, jak chłop na rumuńskiej wsi, który sprzedaje krowę, żeby posłać dziecko do szkoły, łamie chleb, żeby dziecku żyło się lepiej. Cicha ofiara, niewidzialna, ale pełna mocy.

Kiedy samolot wylądował w lśniącej stolicy, starzec nie mógł już powstrzymać zdumienia. Ogromne bryły, olśniewające światła, samochody poruszające się niczym gwiazdy na ziemi. Córki prowadziły go za rękę do luksusowego hotelu. „Tu odtąd będziesz mieszkał, ojcze. Spełniły się wszystkie twoje marzenia”.

Pokręcił głową, nie mogąc w to uwierzyć. „Niczego nie chcę, tylko widzieć cię szczęśliwym. Jeśli udało mi się wychować cię na człowieka, to mam wszystko”.