— Dorastaliśmy razem… w sierocińcu w Raduși. Nazywałem go „Mihaiță”.
Mężczyzna zamarł. To imię przeszyło jego duszę niczym miecz. Nikt go nie wymawiał od dziesięcioleci.
„Jak… jak się czuł?” zdołał wymamrotać.
Elena zakryła usta dłonią, próbując zebrać myśli.
„Był delikatny. Śpiewał bez przerwy. Śniło mu się, że pewnego dnia jego brat po niego przyjdzie… ale pewnego wieczoru przyszli i go zabrali. Od tamtej pory nikt go nie widział.”
Głęboka cisza wypełniła pokój. Artem zrobił kilka kroków w stronę obrazu, dotykając ramy drżącymi palcami.
„Mój brat…” wyszeptał.
Potem odwrócił się do Eleny, jego wzrok zniknął.
„Co powiedziałaś, że mi się śniło?”
„Że jego brat po niego przyjdzie” powtórzyła.
„Czekał na swoją… obietnicę.”