Czas się zatrzymał.
Artem nic nie powiedział. Po prostu podszedł, drżąc, i przytulił go. Słowa nie były potrzebne.
Elena, która z nimi przyjechała, płakała cicho. Czuła się, jakby była świadkiem cudu.
Po tylu latach zakurzony obraz i wspomnienie z sierocińca zdołały naprawić to, co życie rozdarło.
Artem uśmiechnął się przez łzy.
— Teraz… ten dom nie jest już pusty.
I po raz pierwszy od trzydziestu lat, w tym zimnym dworu, słychać było śmiech dwóch zjednoczonych braci.