Pięć lat po śmierci mojego męża przypadkowo stłukłam doniczkę z rośliną, którą mi dał krótko przed swoją śmiercią. A to, co odkryłam głęboko w glebie, sprawiło, że krzyknęłam z przerażenia. Nie myśląc ani chwili, chwyciłam telefon i natychmiast zadzwoniłam na policję.

Klęczałam, ignorując ostre kawałki ceramiki wbijające się w skórę. Drżącymi palcami rozwiązałam czarną nitkę. Wewnątrz grubej, nasączonej woskiem tkaniny leżały trzy przedmioty: stara pamięć USB, obrączka, którą, jak sądziłam, zgubił miesiąc przed śmiercią, oraz złożona na cztery kartka papieru.

Na kartce, ręką mojego męża Marka, były napisane tylko trzy słowa:

„Uciekaj do Piotra”.

Piotr był jego bratem, z którym Marek nie rozmawiał przez dziesięć lat z powodu „rodzinnej kłótni”, szczegóły której nigdy mi nie ujawniono.