„Płacił za niego syna, gdy jego własne dziecko chodziło w łachmanach”.

— Matką człowieka, którego pani doiła, podczas gdy jego dziecko jadło puste makarony. Paulina pobladła. — Ja… ja nie wiedziałam, że im jest tak ciężko… — Nie wiedziała pani? — Monika spojrzała na nią po raz pierwszy prosto w oczy. — A futro w kwietniu — to też pani nie wiedziała? Paulina zacisnęła usta.

— Mam swoje życie. — Właśnie — skinęła głową Teresa Zielińska. — Z bogatym mężem. Marek nagle odwrócił się do byłej żony. — Mówiłaś, że jest wam ciężko! Że Robert jest skąpy! Że brakuje pieniędzy! — Mówiłam, że potrzebuję pieniędzy na dziecko! — odburknęła.

— A to, że wyszłaś za milionera?! — To nie twoja sprawa! — JEST! — ryknął Marek. — Oddawałem ostatnie! Teresa Zielińska uśmiechnęła się gorzko. — Ostatnie… poza nowymi butami.

Spuścił wzrok. — Zapytałeś choć raz, jak żyje Zuzanna? — cicho zapytała Monika. Marek milczał. — Choć raz?! — Ja… myślałem, że sobie radzicie… Odwróciła się, jakby dostała policzek.

W tej chwili drzwi do pokoju uchyliły się. Na progu stała Zuzanna, zapłakana, z czerwonymi oczami. — Mamo… — wyszeptała. Monika rzuciła się do niej i przytuliła ją mocno. — Kochanie…

Teresa Zielińska zrobiła krok naprzód. — Zuzanno, idź do pokoju. My tu załatwiamy sprawy dorosłych. Dziewczynka skinęła głową, ale nie ruszyła się. I wtedy rozległ się dzwonek do drzwi.