„Płacił za niego syna, gdy jego własne dziecko chodziło w łachmanach”.

— W takim razie dlaczego rachunki za biżuterię i ubrania opłacano tą samą kartą? Cisza. — I jeszcze jedno — dodał Robert. — Zleciłem test DNA. Marek zesztywniał. — Co?..

— Tak — skinął głową. — Po rozmowie z Teresą Zielińską. Wynik przyszedł dziś. Paulina gwałtownie się wyprostowała. — Nie miałeś prawa! — Miałem. Jestem jego opiekunem. Spojrzał prosto na Marka.

— Chłopiec nie jest pana. Słowa spadły jak kamienie. Marek pobladł, jakby krew odpłynęła mu z twarzy. — To… niemożliwe… — Jak najbardziej możliwe — odparł chłodno Robert. — Biologiczny ojciec został ustalony. To mężczyzna, z którym Paulina spotykała się jeszcze przed waszym rozwodem. Paulina zasłoniła twarz rękami.

Monika wypuściła gwałtownie powietrze. Teresa Zielińska zacisnęła wargi. — A więc… przez lata oszukiwała pani mojego syna — powiedziała cicho. Paulina rozpłakała się: — Ja… bałam się… że przestanie pomagać…

— Oczywiście — powiedział lodowato Robert. — Dlatego brałaś pieniądze od innego i żyłaś za moje. Odwrócił się do Marka. — Pieniądze, które pan wysyłał, oddam. Wszystko co do grosza. — Nie potrzebuję… — A ja potrzebuję, żeby ta rodzina przestała cierpieć — uciął.