— Może cię nienawidziłam — powiedziała cicho — ale nigdy nie potrafiłam zapomnieć.
Michał ujął jej dłonie.
— Nie proszę o przebaczenie dziś. Tylko o szansę. Żebyśmy znów byli rodziną.
Przez podwórko przeszedł ciepły dreszcz. Pachniało świeżą farbą i nowym początkiem. Dom, który był ruiną, zaczynał żyć.
A pewnego poranka, gdy słońce wschodziło nad wsią, Anna wyszła z kubkiem kawy i powiedziała:
— Może Bóg wie, kiedy dać ludziom drugą szansę. Może to właśnie nasz czas.
Michał uśmiechnął się, patrząc na córki bawiące się w trawie.
— Nie chcę już być milionerem. Chcę tylko być ojcem.
I w tamtej chwili, po czternastu latach błędów, ruiny przestały być ruinami. Stały się początkiem nowego życia.