— Tak. Ale za późno. Zdecydowanie za późno.
Zapadła ciężka cisza. Wiatr poruszał podartą firanką w drzwiach, odsłaniając biedę życia pełnego wyrzeczeń.
Wtedy Michał zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał. Zdjął drogi zegarek i rzucił go w kurz.
— Nic już nie znaczy — powiedział. — Wszystko, co mam, jest puste bez nich.
Podszedł powoli do dziewczynek.
— Nie chcę nic kupować. Chcę zostać. Chcę naprawić.
Anna patrzyła na niego nieruchomo. W jego oczach widziała szczerość, jakiej nigdy wcześniej nie znała.
Kolejne dni były dziwne. Michał przychodził codziennie — bez dumy, bez wymagań. Naprawiał dach, malował ściany, porządkował podwórko zarosłe chwastami. Sąsiedzi, którzy wcześniej go oceniali, teraz patrzyli ze zdumieniem.
— Ten chłopak wrócił… ale jakby zupełnie inny — mówili.
Dziewczynki zaczęły się do niego przekonywać. Pewnego dnia młodsza przyniosła mu rozdarte zdjęcie. Na fotografii byli Anna i Michał — młodzi, uśmiechnięci, szczęśliwi.
— Mama trzyma je pod poduszką — powiedziała dziewczynka. — Mówi, że nie potrafi zasnąć, jeśli cię nie zobaczy.
Anna stanęła w progu, z zaczerwienionymi oczami.