Och, zrozumiałam doskonale.
W dniu spotkania był nienagannie ubrany. Jakby na ważne negocjacje.
U notariusza panował chłód.
Dokumenty leżały na stole.
On odezwał się pierwszy.
„Chcemy, żeby majątek został podzielony po równo. Dom zostaje u mnie, a ona pokrywa własne koszty”.
Notariusz skinął głową.
Potem mój prawnik przesunął niebieską teczkę do przodu.
„Zanim to zrobimy” – powiedział spokojnie – „powinniśmy wyjaśnić statut spółki”.
Mój mąż zamrugał.
„Co tu wyjaśniać? To jest na moje nazwisko”.
Prawnik otworzył na odpowiedniej stronie i przeczytał klauzulę.
Każde słowo.
Rzadkie.