Że się boję.
Że nie mam dokąd pójść.
Następne tygodnie były zimniejsze niż kiedykolwiek. Szeptane wiadomości na balkonie. Długie prysznice. Nowe perfumy.
Dzieci wyczuwały napięcie.
Pewnego wieczoru nasz syn zapytał mnie:
„Mamo, czy tata wychodzi?”
Przełknęłam ślinę.
„Nie wiem” – powiedziałam. „Ale cokolwiek to jest, wszystko w porządku”.
I wtedy zrozumiałam, że nie chodzi już tylko o mnie.
Chodzi o godność.
Jaki dawałam przykład.
Kiedy powiedziałam mu, że mam umówione spotkanie z notariuszem w sprawie „wydziału urzędowego”, uśmiechnął się z zadowoleniem.
„Cieszę się, że zrozumiałaś”.