Tego samego dnia zadzwoniłem do starego prawnika, poważnego dżentelmena z Ploeszti, który pomagał nam z dokumentami firmy. Powiedziałem mu tylko tyle:
„Chcę dokładnie wiedzieć, ile mi się należy”.
Następnego dnia byłem w jego biurze.
Położyłem niebieską teczkę na stole.
Przeczytał ją.
Uniósł brwi.
„Czy on wie?” – zapytał mnie.
„Nie sądzę”.
Powoli zamknął teczkę.
„Wtedy myślę, że będzie miał niespodziankę”.
Nie spieszyłam się.
Pozwoliłam mu myśleć, że jego plan działa.