Po prostu oddał portfel komuś innemu. A potem dostał wezwanie do sądu.

Emil Popescu to zwyczajny człowiek. Bez wielkich stanowisk, bez wymyślnych słów. Ma 32 lata, ciężko pracuje, ma odciski na rękach, od rana bolą go plecy. Samotnie wychowuje ośmioletnią córkę, Klarę. I, szczerze mówiąc, całe jego życie kręci się teraz wokół niej. Szkoła, zajęcia, jedzenie, rachunki. Dzień po dniu. Bez patosu. Po prostu trzeba żyć.

Tego ranka niebo było szare, a wiatr ostry. Taki, który przenika do szpiku kości. Emil pospiesznie przygotowywał Clarę do szkoły: kawa na kuchence, chleb z masłem, plecak przy drzwiach.

„Tato, przyjdziesz dziś na mój występ?” zapytała cicho, trzymając pod pachą swojego starego pluszowego misia.

Emil zamarł na chwilę. Szef mówił mu od wczoraj: to będzie ciężki dzień, brak ludzi, opóźnienia są nieuniknione.