Po przyjeździe na działkę Uljana zamarła tak nagle, jakby natknęła się na niewidzialną ścianę. Serce jej opadło — w domu byli ludzie. Obcy.

W piersi nieprzyjemnie ją ścisnęło. — Szukam! — odpowiedziała druga kobieta, nieznajoma. — Ale tu są same graty… Jesteś pewna, że nie przeniósł teczki do miasta? — Powiedziałby mi — ucięła Isabelle. — A poza tym, jeśli Claire znalazła coś przed nami, to ja z niej… Nie dokończyła. W tym momencie deska pod nogą Claire cicho skrzypnęła.

Cisza w pokoju zapadła natychmiast. Claire zrozumiała — usłyszały ją. — …Słyszałaś? — szepnęła czujnie nieznajoma. Kroki. Claire nie próbowała się już chować. Powoli się wyprostowała i weszła do pokoju.

Isabelle stała przy starej komodzie, ściskając w rękach wysuniętą szufladę. Obok niej — wysoka, jasnowłosa kobieta w drogim puchowym płaszczu. Obie zamarły. Twarz teściowej najpierw wyciągnęła się z szoku… a potem błyskawicznie stwardniała. — Claire… — powiedziała powoli. — A ty co tutaj robisz? Claire skrzyżowała ręce na piersi.

— Właściwie to nasz dom. Może to ja powinnam zapytać? Nieznajoma nerwowo przestąpiła z nogi na nogę. Isabelle szybko wzięła się w garść i przybrała chłodny uśmiech. — Nie dramatyzuj. Przyjechałam sprawdzić, czy wszystko w porządku. Dom stoi pusty. — Z wysuniętymi szufladami? — zapytała cicho Claire.