Pismo było drżące, ale jego.
„Mamo, jeśli to czytasz, to znaczy, że nie miałam czasu, żeby ci wszystko powiedzieć. Miałam wątpliwości, ale je ukrywałam. Sofia stała się dla mnie kimś obcym. Pieniądze, dom, samochody – wszystko zaczęło się liczyć bardziej niż my. Widziałam, jak patrzyła na Dariusza i bałam się. Nie o siebie, ale o niego. Trzymaj go blisko. Spraw, żeby nie zapomniał, kim jest”.
Przeczytałam te słowa trzy razy. Każde słowo utkwiło mi w duszy. Podniosłam wzrok i spojrzałam w okno pokoju Dariusza. Zasłony były zaciągnięte. Spał spokojnie. Nie musiał o tym wiedzieć. Jeszcze nie.
W kolejnych dniach Sofia przychodziła coraz częściej. Z wykalkulowanymi gestami, słowami słodkimi jak miód, ale zimnymi jak stal. Pytała o dokumenty, o procedury, o to, co „będzie najlepsze dla dziecka”. Nigdy nie mówiła „dla Dariusza”. Tylko „dla dziecka”. Drobny szczegół, ale mówił wszystko.
Uśmiechnęłam się, skinęłam głową i odegrałam rolę naiwnej matki. Myślała, że nie wiem. Ale wiedziałam. Mihai nauczył mnie wszystkiego, nawet bez słowa.
Pewnego wieczoru wróciła z dużą torbą i łagodnym tonem. „Pomyślałam, że może lepiej byłoby, gdybym została tu na jakiś czas, żeby być blisko Dariusza, wiesz, dla stabilizacji”.