Po tym, jak moja córka nazwała mnie OBRZYDLIWYM, sprzedałem wszystko, co miałem, i zniknąłem. Spodziewała się spadku, ale nigdy nie wyobrażała sobie, że odejdę z nim, AŻ DO OSTATNIEGO LWA.

Pewnego ranka zostawiłam im na stole prostą notatkę:
„Wyjeżdżam, żeby żyć. Dbajcie o siebie”.

To wszystko.

Przeprowadziłam się do małego nadmorskiego miasteczka, gdzie nikt mnie nie znał i nie oceniał. Wynajęłam skromne dwupokojowe mieszkanie. Zaczęłam codziennie spacerować brzegiem morza. Spotykałam ludzi w moim wieku. Śmiałam się. Jadłam lody na ławce, nie wstydząc się ich żucia.

Po raz pierwszy nie czułam się „stara”. Czułam się żywa.

Po dwóch miesiącach telefon zaczął dzwonić. Wiadomości. Nieodebrane połączenia. Najpierw od Lidii. Potem od krewnych.

„Gdzie jesteś?”