Przełknęłam ślinę, zmuszając się do spokojnego tonu. „Ona nie dostanie ani centa”.
„Nie poradzisz sobie z tym sam” – odpowiedział Charles. „Poleciłem już naszemu prawnikowi, żeby wszystko dokumentował. Zachowaj rejestr połączeń. Zachowaj szkody. Nie angażuj się”.
W oddali zawyła syrena. Madison też ją usłyszała, bo jej krzyk się zmienił – mniej wściekłości, więcej paniki.
Przycisnęła twarz do wybitej szyby i syknęła: „Jeśli wezwiesz na mnie policję, powiem wszystkim, że to przez twoje dzieci odwołano mój ślub. Zapłacisz”.
Nie drgnąłem. Cofnąłem się o dwa kroki, żeby nie mogła mnie wyraźnie widzieć. Nie chciałem pokazać jej twarzy.
Policja przyjechała kilka minut później. Podeszło dwóch funkcjonariuszy. Madison natychmiast zmieniła ton – zaczęła płakać na zawołanie, machając rękami.
„Chciałam tylko porozmawiać” – szlochała. „Porzuciła mnie w dniu mojego ślubu!”