Jeden z funkcjonariuszy spojrzał na rozbitą szybę, a potem na Madisona. „Proszę pani, czy pani to rozbiła?”
Łzy Madison ustały. „To… to był wypadek”.
Wyszedłem zza drzwi, trzymając się kilka stóp od nich. „Policjanci” – powiedziałem stanowczym głosem – „chcę ją wyprosić z mojej posesji. Moje dzieci są przerażone na górze. Przyszła tu krzyczeć i wybiła mi okno”.
Madison odwróciła się do mnie, a wściekłość przebiła się przez łzy. „TY…”
Policjant uniósł rękę. „Proszę pani. Proszę się odsunąć.”
Twarz Madison się skrzywiła. „Myślisz, że możesz mi to zrobić?”
Odpowiedziałem cicho: „Sam to sobie zrobiłeś”.
Gdy odprowadzali ją z mojego ganku, zadzwonił jej telefon. Spojrzała na ekran i zbladła.