Agent stał z szczypcami w dłoni, nie wiedząc, co robić. Inni pasażerowie podeszli, przyciągnięci napięciem. Niektórzy spodziewali się czegoś niebezpiecznego. Inni wstrzymywali oddech.
„To już wszystko?” zapytał oszołomiony młody mężczyzna.
Babcia westchnęła głęboko. Łzy napłynęły jej do oczu.
„To już wszystko…” powiedziała cicho. „Moje dzieci dawno nie jadły prawdziwego jedzenia. Wszystko tam jest drogie”. Słoik zacusci kosztuje 25 lejów. Cozonac ma 60 lat. Mam małą emeryturę… ale mam czas. I ręce.
Przyłożyła róg chusteczki do oczu.
— Pracowałam całą jesień. Rozpalałam w piecu, myłam słoiki, nie spałam całą noc. Żeby im coś przywieźć z domu. Żeby mogli poczuć zapach Rumunii. Żeby wiedzieli, że babcia jest z nimi.
Atmosfera wokół nich się zmieniła.
Kobieta z tyłu zaczęła płakać. Mężczyzna zdjął czapkę. Ktoś mruknął: „Boże, to jak moja matka…”.
Agent powoli zamknął walizkę.