— Niech cię Bóg błogosławi, mamo…
Kiedy wychodziła, pchając szarą walizkę, nie wyglądała już na zmęczoną. Szła prosto, z wyprostowanymi plecami.
Kilka godzin później, w małym mieszkaniu w obcym mieście, dwoje dzieci otworzyło drzwi. Babcia była tam.
— Babciu!
Uścisnęły ją mocno. W kuchni otworzyły walizkę. Zapach zacusca, śliwek, dymu i dzieciństwa wypełnił dom.
— Zupełnie jak w domu… — powiedziała córka, a jej oczy zaszły łzami.
Babcia się uśmiechnęła.
Bo czasami miłości nie da się opisać słowami.
Zmieści się w starej, szarej walizce.