Następnego ranka Daniel wyszedł wcześnie, pewny siebie, przekonany, że ma wszystko pod kontrolą. Zostawił za sobą zapach drogich perfum i trzasnął drzwiami, jak zwykle. Nawet nie zapytał, dokąd idę. Nigdy go to tak naprawdę nie interesowało.
Poszedłem prosto do biura Tomy Radu.
Znajdowało się w starym budynku przy Calea Victoriei, ze zniszczonymi marmurowymi schodami i solidnymi drewnianymi drzwiami. Dokładnie takie miejsce, jakie cenił mój ojciec. Stabilne. Trudno się w nim było poruszać.
Toma przyjął mnie bez słów. Miał zupełnie białe włosy i to samo uważne spojrzenie, które znałem z dzieciństwa.