Leżałam na podłodze przez kilka sekund, z kolanami umazanymi kremem, a biała sukienka oblepiała mnie, ciężka i zimna. Muzyka ucichła. Nie słyszałam już śmiechu. Słychać było tylko szepty i odgłos łyżek uderzających o talerze.
Powoli wstałam. Nikt nie rzucił się mi na pomoc. Mama patrzyła na mnie łzami w oczach, brat zaciskał pięści, a mąż wciąż się śmiał, opierając się o stół z kieliszkiem w dłoni.
Wtedy coś we mnie pękło.