— Ślub się kończy. Przynajmniej dla mnie.
Po sali przeszedł szmer. Mama zaczęła płakać. Brat podszedł do mnie i zarzucił mi płaszcz na ramiona. Twarz męża zbladła.
„Daj spokój, zapomnij o tym”, mruknął. „Przesadzasz”.
Wtedy wtrącił się mój brat.
„Nie” – powiedział wyraźnie. „Posunęłaś się za daleko”.
Mój mąż rozejrzał się dookoła. Nikt już go nie wspierał. Ci, którzy wcześniej się śmiali, teraz unikali jego wzroku.
Wyszłam z restauracji z wysoko uniesioną głową, mimo że trzęsły mi się nogi. Na zewnątrz było chłodno, a powietrze oczyszczało umysł.
W kolejnych dniach telefony dzwoniły bez przerwy. Przeprosiny. Wiadomości. Obietnice. „Za dużo wypiłam”. „Nie chciałam”. „Porozmawiajmy”.
Ale ja już rozmawiałam.