Policja wydała rozkaz, aby pies policyjny zaatakował starszego weteran

Don Ernesto podniósł głowę, zdezorientowany. Zobaczył zbliżające się cienie: funkcjonariuszy policji miejskiej, dwa radiowozy przy wejściu, a przed nimi kobietę w szarym garniturze z włosami spiętymi do tyłu i wyrazem twarzy, który zdawał się nie pozostawiać cienia wątpliwości.

Komandor Valeria Robles, dowódczyni jednostki K9, zatrzymała się kilka metrów dalej. Jej wzrok wbił się w psa, jakby znała go lepiej niż ktokolwiek inny.

„Oto jest…” powiedziała ledwo słyszalnie, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego.

Policjanci rozsiedli się w półkolu, trzymając ręce blisko kabur. Jeden z nich, Mateo Ríos, ostrożnie zrobił krok naprzód.

—Panie, proszę… trzymać się z daleka od psa. Już.

Don Ernesto się nie poruszył. Nie z buntu, ale z niedowierzania. Dlaczego celowali do niego z broni? Dlaczego krzyczeli na niego, jakby robił coś złego?