„Co…?” wyszeptał agent.
„Delta, podłącz się! To rozkaz!” krzyknęła Valeria i po raz pierwszy jej głos lekko się załamał.
Pies nie posłuchał. Przywarł jeszcze mocniej do Dona Ernesta, jakby go osłaniając.
„Co…?” wyszeptał agent.
„Delta, podłącz się! To rozkaz!” krzyknęła Valeria i po raz pierwszy jej głos lekko się załamał.
Pies nie posłuchał. Przywarł jeszcze mocniej do Dona Ernesta, jakby go osłaniając.
Nastąpiła sekunda, ledwie sekunda, kiedy wszyscy zrozumieli coś przerażającego: zagrożeniem nie był starzec. Zagrożeniem była prawda, której nie dostrzegali.
Don Ernesto powoli podniósł ręce, otwierając dłonie.
„Proszę... Nie rozumiem” – powiedziała szeptem. „Spójrz... spójrz na niego. On nie robi nic złego”.
Owczarek niemiecki zerknął na niego z ukosa, jakby chciał się upewnić, że mężczyzna nadal tam jest. Potem znów skupił wzrok na linii broni. To była żywa tarcza.
Waleria przełknęła ślinę i lekko opuściła broń. Jej wzrok mimowolnie padł na uprząż psa. Na dole, gdzie materiał dotykał skóry, widoczna była blizna.