Porzucone przez ojczyma, genialne dziecko przekształciło podupadły dom w wartą wiele milionów dolarów farmę

Dzień po dniu Matei powtarzał trasę. Uczył się, kto czym rzuca, o której godzinie i w jaki dzień. Zbierał nasiona, suszone łupiny, robił kompost za domem. Sofia pomagała mu na wszelkie możliwe sposoby: przynosiła wodę ze strumienia, zbierała gałęzie, pilnowała „ogrodu” przed zabłąkanymi kurami.

Po dwóch miesiącach z ziemi wyrosły pierwsze sadzonki.

Matei patrzył na nie jak na swoje dzieci.

Naprawiał starą pompę. Obwiązywał rury drutem. Uczył się na błędach. Niektóre rośliny uschły. Inne rosły w siłę. Pod koniec lata mieli pomidory, cebulę, fasolę, cukinię. Niewiele, ale wystarczająco.

Zaczął sprzedawać nadwyżki w wiosce. Najpierw za kilka lei. Potem za dziesiątki. Za pierwsze 300 lei kupił stary agregat prądotwórczy. Za kolejne, lepsze nasiona.

Ludzie zaczęli rozmawiać.

„Ten dzieciak na wzgórzu”.

„Ten maluch, z siostrą”.

„Ten, który stworzył życie z jeżyn”.