Poświęciła wszystko dla swojej przyszłości. Dziesięciolecia później została zabrana w miejsce, o którym nigdy nie śniła.

Dłonie jej pękały. Plecy bolały ją nieustannie.

Ale nigdy nie pozwoliła dzieciom myśleć o poddaniu się.

KILKA LAT DALEJ

Marco skończył pierwszy. Paolo wkrótce potem.

Ale zostanie pilotem komercyjnym wymagało godzin lotów, certyfikatów i niekończących się szkoleń.

W końcu nadarzyła się okazja… za granicą.

Na lotnisku w Meksyku mocno uściskali matkę.

„Wrócimy” – obiecał Marco.

„Kiedy to zrobimy, będziesz pierwszą osobą w naszym samolocie” – dodał Paolo.