Dłonie jej pękały. Plecy bolały ją nieustannie.
Ale nigdy nie pozwoliła dzieciom myśleć o poddaniu się.
KILKA LAT DALEJ
Marco skończył pierwszy. Paolo wkrótce potem.
Ale zostanie pilotem komercyjnym wymagało godzin lotów, certyfikatów i niekończących się szkoleń.
W końcu nadarzyła się okazja… za granicą.
Na lotnisku w Meksyku mocno uściskali matkę.
„Wrócimy” – obiecał Marco.
„Kiedy to zrobimy, będziesz pierwszą osobą w naszym samolocie” – dodał Paolo.