— Nic mu nie zrobiłam. On po prostu… musi nauczyć się odpowiedzialności. Nie chcę rozpieszczonego dziecka w moim domu.
Marian postawiła Davida na ziemi i podeszła do niej ze spojrzeniem, które mówiło wszystko.
— Odpowiedzialny? On ma siedem lat, Bianco! Siedem! Przypalasz mu ręce chemikaliami i trzymasz go głodnego, żeby go „edukować”?
Bianca przewróciła oczami i powoli wstała.
— Nie dramatyzuj. Dziecko zawsze przesadza. Gdybyś częściej bywał w domu, wiedziałbyś, żeby się streszczać.
Jej słowa przelały czarę goryczy. Marian wzięła głęboki oddech, odwróciła się do syna i powiedziała spokojnie:
— Wyjeżdżamy stąd, Davidzie. Już.
Bianca zaczęła się pogardliwie śmiać.