Mój mąż nigdy nie był godnym zaufania człowiekiem — delikatnie mówiąc. Odeszłam od niego, mając na rękach trzyletnie dziecko. Nie miałam wykształcenia, pracy ani pieniędzy. Wiedziałam tylko jedno: muszę walczyć o przyszłość mojego syna.
Pracowałam bez wytchnienia, spałam po kilka godzin, a przez pewien czas mieszkaliśmy nawet w samochodzie, bo nie było mnie stać ani na dach nad głową, ani na jedzenie. Te trudne lata w końcu minęły. Zbudowałam coś z niczego.
Zaczynałam jako kelnerka, a z czasem stałam się właścicielką restauracji — byłam z tego ogromnie dumna. Gdy mój syn dorósł, rozwinął ją w całą sieć lokali, które zaczęły przynosić duże zyski.