„Nie masz pojęcia, ile spotkań mamy, ile problemów mamy z takimi pasażerami…” zaczęła, próbując przeprosić, a nie przeprosić.
„Z jakimi pasażerami?” zapytał Radu, podkreślając ostatnie słowo z idealnie wyważonym chłodem.
Stewardesa pozostała bez odpowiedzi. Sekunda, dwie… i w tej ciszy każdy pasażer zdawał się rozumieć, że wszystko, co się wydarzyło, to nie tylko żenująca scena, ale okrutna rzeczywistość, którą zbyt wielu akceptuje bez komentarza.
Podczas gdy emocje wirowały w powietrzu niczym zimny podmuch, Radu zrobił krok naprzód.
„Proszę pani, nie proszę o nic nadzwyczajnego. Tylko o szacunek. Dla matki, dla dziecka, dla istoty ludzkiej”.
Jego ton nie był agresywny. Był uprzejmy, wyrachowany i rozdzierająco prawdziwy. Właśnie dlatego miał taką wagę.