Młoda kobieta z szesnastego rzędu zebrała się na odwagę i powiedziała:
„Też to widziałam. To było niewłaściwe”.
Potem mężczyzna z tyłu:
„Ona ma rację. Musicie coś zrobić”.
Jak ogień rozpalony w suchym lesie, głosy ludzi się podniosły. Cisza, która tak naprawdę była problemem, właśnie zaczęła umierać. Nie nienawiść, nie zemsta – ale cisza.
Carmina wydawała się osaczona, ale wciąż nie potrafiła uwolnić się od dumy. Zanim jednak zdążyła cokolwiek powiedzieć, sam kapitan zszedł z pokładu, zaalarmowany rozmową w kabinie. Pewnym krokiem zapytał, co się dzieje, a po wysłuchaniu wyjaśnień jego wzrok pociemniał.
„Takie zachowanie nie jest w naszej firmie akceptowane. Podejmiemy natychmiastowe działania, a po wylądowaniu sporządzimy pełny raport” – powiedział.
Carmina, zmuszona sytuacją, zwróciła się do Danieli z napiętym wyrazem twarzy:
„Przepraszam…”.
Powiedziała to powoli, z trudem, ale i tak to zrobiła.