Dla Danieli najważniejsze nie były przeprosiny, ale fakt, że ktoś, tym razem, postanowił nie milczeć. Poczuła ciepło w piersi i, choć wciąż drżała, zaczęło ją ogarniać poczucie godności.
Radu pochylił się i powiedział cicho:
„Żadna matka na tym świecie nie zasługuje na to, by przechodzić przez to sama. Głowa do góry. To nie twoja wina, że masz płaczące dziecko. To znaczy, że żyje, jest zdrowe i kochające. Twoja odwaga jest większa, niż myślisz”.
Kilka kobiet w samolocie zaczęło podchodzić do Danieli, pytając, czy potrzebuje wody, pomocy lub potrzymania bagażu. Jeden mężczyzna podał jej chusteczki, inny uśmiechnął się do niej życzliwie. W ciągu kilku minut poczucie izolacji zniknęło, zastąpione solidarnością.
Kiedy samolot wylądował, straż graniczna i przedstawiciel linii lotniczych już czekali. Spisano zeznania i wszystko poszło gładko. Ale najważniejsza chwila nie była na pasie startowym, a w powietrzu.