„Oczywiście,” odpowiedziała Danielle, choć słowo niosło warunki. „Tylko żebyście wiedzieli, nasze produkty zaczynają się w przedziale cenowym pięciocyfrowym.”
Palce kobiety mocniej zacisnęły się na torbie. „Rozumiemy.”
Jest pewna subtelna okrutna strona w tym, jak luksusowe przestrzenie wykorzystują przejrzystość, jakby ogłaszając przedział cenowy, zwalniały się od uprzedzeń, a Naomi odczuła to jak znajomy siniak, ponieważ kiedyś była dziewczyną, która kręciła się wokół takich sklepów, obliczając, co by było potrzeba, aby przynależeć. Zanim para mogła się wycofać, wystąpiła naprzód, głos spokojny, ale stanowczy.
„Witamy,” powiedziała, patrząc im prosto w oczy, a nie na ich ubrania. „Proszę, niech państwo nie spieszą się.”
Danielle rzuciła jej ostrzegawcze spojrzenie, a niepisana wiadomość była jasna: nie marnuj swojej energii.
Naomi to zignorowała. Wyciągnęła dwa krzesła w pobliżu gabloty i gestem, który wymagał łatwej gracji, zainicjowała ich zajęcie. „Czy chcieliby państwo usiąść? Te światła mogą być ostre, jeśli stoją państwo zbyt długo.”
Starsza kobieta wahała się, potem zaakceptowała, ostrożnie osiadając, jakby spodziewała się, że krzesło ją odrzuci. Naomi wybrała szafir wisiorek z gabloty, jego głęboki niebieski kolor łapał światło w cichym oporze przed subtelnością.
„Czy mogę?” zapytała.
Kobieta zamrugała. „Dla mnie?”
„Dla pani,” powtórzyła Naomi, zapięła zapięcie z delikatną precyzją.