Rano zaczęło się dziwnie cicho. Margaret otworzyła oczy jeszcze przed świtem. Nie wiedziała dlaczego — coś ją obudziło. Nie dźwięk. Raczej… jego brak. W domu panowała niezwykła cisza. Zbyt głęboka. Powoli usiadła na łóżku. Piec ledwie tlilił, a w powietrzu czuć było chłód. Margaret zarzuciła na ramiona stary szal i ostrożnie wstała. Podłoga cicho skrzypnęła.

Zastygła. Słuchała. Nic. Ani szeptu. Ani ruchu. Jej serce zaczęło bić szybciej. Cicho podeszła do drzwi i lekko je otworzyła do izby.